Tęsknie za sobą – part 1

Tęsknie za sobą – part 1

Powiem Ci coś o sobie, o tym co kiedyś robiłam i co kochałam. O kilku rzeczach, bez których nie mogłam żyć a totalnie o nich zapomniałam i wiesz co, cholernie mi z tym źle.

Jak już wiesz, przez kilkanaście lat byłam w związku z moim byłym mężem i zapewne dzięki temu, że każde żyło swoim życiem, rozwijałam swoje pasje i zainteresowania na ile się dało. I w pędzie życia, rozwodu, prawdziwej miłości, wymarzonych podróżach i pasjonującej pracy zrezygnowałam z jakiejś części siebie i bardzo za tym tęsknię.

Zrezygnowałam to jedno, ale ja zapomniałam o wielu swoich dawnych ukochanych zajęciach i zachowuję się jak uczniak powracając do niektórych, mimo, że robię to z uśmiechem.

Dzisiaj podam Ci tylko kilka przykładów, ale jakże ważnych dla mnie i pozwalających mi być w pełni spełnioną kobietą – mimo, że jak wspomniałam wyżej, uczę się ich niemalże na nowo.

Zaczęło się od pielęgnacji i makijażu, jeszcze przed ukończeniem osiemnastki zainteresowałam się tym mocno i dużo czytałam – nie było internetu jak dziś, miałam do dyspozycji książki a kosmetyczki można było w moim mieście spotkać dwie czy trzy i miały bajońskie ceny za swoje usługi. Ja postanowiłam zostać domorosłą kosmetyczko wizażystką i po przeczytaniu wszystkich dostępnych publikacji i wydaniu dwóch pensji, jeszcze nie męża, na kosmetyki i przybory kosmetyczne zaczęłam swoją przygodę.

Jeździłam po znajomych, rodzinie czy z czasem po zupełnie obcych osobach i wykonywałam zabiegi pielęgnacyjne, wiadomo, były to nieco inne czasy i zwykle polegało to na delikatnym oczyszczaniu twarzy, maseczce, masażu i jakimś kremie. Robiłam to naprawdę świetnie i zamiłowanie do pielęgnacji mi zostało, jednak teraz skupiam się tylko na swojej cerze i skórze, pozwala mi to też odpowiednio dobrać kosmetyki i pomóc w wyborze takowych innym.

To była pierwsza część, w drugiej byłam wizażystką, pamiętam że tej sztuki uczyłam się przez lata na sobie – wyskubując sobie niemal do zera brwi czy też malując usta brązową kredką w konturze i o jeden ton jaśniejszą wypełniając a by uzyskać efekt połysku nakładałam wazelinę. Nawet nie wiesz jaką miałam radochę, gdy odkryłam niedawno te kredki w sklepie typu Mydło Powidło w mojej okolicy 😉

Już wracam do tematu, przeczytałam i przetestowałam wszystko co znalazłam w Wielkiej Księdze Makijażu (swoją drogą nie mogę jej nigdzie znaleźć w księgarniach ani internecie) i malowałam, siebie, przyjaciół, kuzynki i ciotki, obce mi osoby i byłam w tym świetna. A teraz?

Sięgam po pędzel i bez przeczytania czy obejrzenia tutorialu do niego nie jestem w stanie się porządnie umalować. Zachowuję się jak uczniak biorący do ręki po raz pierwszy ołówek.

Fakt, po miesiącach nauki już coraz lepiej mi to idzie, nie na tyle bym mogła powiedzieć, że jestem świetna ale nie szkodzę sobie już makijażem.

Tęsknię za Agnieszką, która miała taką pasję do sztuki makijażu, do pracy z ludźmi i do pędzla. Kocham też tą Agnieszkę, która jeździ po Polsce, pisze bloga i przypomina sobie, co ją kręciło kiedyś i w czym była naprawdę dobra.

 

Agnieszka

No Comments

Post A Comment