Krótka historia o smutku

Krótka historia o smutku

Może również znasz to uczucie, nadchodzące znienacka, w dowolnej chwili i ogarniające Cię aż do poczucia wewnętrznego bólu? Ja poznałam je dawno i trochę się zaprzyjaźniłam a jednocześnie znienawidziłam je.

Smutek.

Pojawia się w moim życiu od kiedy tylko sięgam pamięcią, nie żal, zazdrość czy złość. Tylko on, smutek. Nigdy nikomu nie zazdrościłam, rodzice nauczyli mnie dążyć do celu i spełnienia marzeń, uwielbiałam rywalizację i zawody z innymi; czasami nawet sama ze sobą. I mimo zwycięstw czy zdobywania wymarzonych rzeczy czy celów pojawiał się i obezwładniał.

Jako młoda dziewczyna nie wiedziałam co się dzieje. Poddawałam się mu i potrafiłam zamknąć się w pokoju by zapłakać czy po prostu posiedzieć smutna. W późniejszym okresie mojego życia pojawiał się coraz częściej, to wtedy nauczyłam się pokonywać go uśmiechem. Pojawiał się często i zostawał ze mną na dłużej, aby nie pokazać nikomu, że jest ze mną i towarzyszy mi w każdej chwili, uśmiechałam się.

Wszyscy znali uśmiechniętą Agnieszkę, wesołą i radosną, zabawną i rzucającą wesołe anegdoty a on siedział w środku i próbował zabić każdy miły moment w moim życiu.

Czasem też sama go przywoływałam; potrzebowałam go w sobie i przy sobie. Doskonale pamiętam moment sprzed niemalże trzynastu lat gdy odeszła moja mama. Nie potrafiłam być smutna. Byłam zła, otępiała, zrezygnowana ale nie smutna. Nie potrafiłam zapłakać ani poczuć tego czego najbardziej potrzebowałam. I pomogłam sobie włączając jedną piosenkę zespołu Dżem i siedziałam przywołując wszystkie możliwe wspomnienia, wrócił do mnie, wtedy pierwszy raz poczułam, że smutek w życiu również jest potrzebny. Taki prawdziwy, do płaczu i refleksji. Że czasem potrzeba być po prostu smutnym i nie udawać niczego innego.

Gdy odeszłam od mojego byłego męża nie czułam smutku, nie chciałam go nawet czuć; czułam radość i wolność. Tak, takie rzeczy też się zdarzają 😉

Poczułam ogromny smutek gdy rozstałam się na chwilę z Sebastianem i dałam temu upust tak jak powinnam.

Jednak taki rozpierający, bolący aż we wnętrznościach smutek czasem się pojawia. Siadam sobie z książką, popijam kakao czy też kawę i czytam, odpływam do innego świata albo zupełnie odwrotnie, pozwalam sobie na myślenie o smutkach jakie mnie dotknęły i skąd ten rozpierający mnie mógł się pojawić. Teraz to pomaga, teraz go rozumiem. Bo smutek jest potrzebny w życiu każdego. Dla równowagi i zachowania zdrowia psychicznego.

Nie ściemniam, jako osoba która teoretycznie wyszła z depresji umiem rozróżnić smutek, którego potrzebujemy w swoim życiu od tego stanu depresyjnego, gdzie od myśli o skoku z 10 piętra dzieli nas jedna łza. I doskonale sobie zdaję sprawę jak dziwnie to brzmi, ale uwierz mi czasami po prostu dobrze jest być smutnym przez trochę.

I widzisz, minęło trzynaście lat odkąd poznałam to uczucie świadomie i sama zapragnęłam go w swoim życiu i nie żałuje. Teraz gdy się pojawia nie muszę już nic udawać, po prostu daję sobie prawo do bycia smutną przez jakiś czas i żyję lepiej, spokojniej. I zdecydowanie polecam zapoznanie się ze swoim smutkiem. To niesamowicie ważne by dobrze go poznać i wiedzieć, czy pojawia się jako naturalna emocja czy to już zalążek depresji, da się to samemu rozróżnić tylko trzeba siebie nieco poznać.

Mój smutek nie ma imienia, jest po prostu smutkiem. I życzę Ci, aby Twój smutek dał się łatwo okiełznać.

 

Agnieszka

Brak Komentarzy

Napisz Komentarz