GOODBYE 2019

GOODBYE 2019

Nie będę za Tobą tęsknić Ty paskudny roku. No nie. I właśnie dzisiaj, zrobię sobie małe podsumowanie mijającego właśnie roku. Nie lubię takich wpisów, wyliczania co wyszło a co nie wyszło, z przewagą oczywiście dobrych momentów. A guzik. Nie znam osoby, która pisząc podsumowanie roku na blogu, powiedziałaby całą prawdę.

Prawda jest prawda, dla każdego coś innego.

Mijający rok był dla mnie średni. Nie powiem, że zdarzyły się same złe rzeczy ale przewaga ich, no nie chce kłamać, było chujowo. Czasami warto zrobić sobie takie podsumowanie.

O ile rozpoczął się fajnie, chorobą i miesiącem miodowym, tak kończy się, kurde, chorobą i miesiącem rocznicowym. Siedzimy w domu, popijamy kawę i zjadamy jabłecznik. Sebastian włączył jakąś grę a ja postanowiłam rozliczyć się z 2019 i dać mu po pysku na pożegnanie. A niech wie, że ja też potrafię.

Żeby nie było, że zaczął się bajkowo, to choroba ciągnęła się za nami do końca stycznia i dopiero w lutym stanęliśmy na nogi zdrowotnie. I w lutym znów nam dowalił bo najpierw łupież na ciele u Sebastiana, zatrucie pokarmowe w Zakopanem i wcześniejszy z niego powrót, Później pobyt w szpitalu, kolejne apokalipsy zdrowotne i wreszcie psychiatryk. No zwieńczenie roku jak należy.

Ludzie w moim życiu, to temat rzeka i w tym roku pewnie mogłabym po raz kolejny poruszyć go na kilka wpisów. Streszczę to w kilku zdaniach, ludzie to roszczeniowi, interesowni i mający za nic czyjeś życie osobnicy. Niby nie generalizuję, ale większość osób, które poznaję właśnie taka się okazuje. A Ci których znam, czasem są nawet gorsi. I wyobraźcie sobie, że obcy dla mnie ludzie, po dwóch czy trzech wiadomościach potrafią powiedzieć, że mnie znają i wiedzą co ja czuję, myślę albo jakie błędy w życiu popełniłam. No kurwa nie.

Już od jakiegoś czasu mocno ograniczyłam kontakty towarzyskie i na pewno będę to robić dalej. Nie potrzebuję w moim życiu toksyn, złych wibracji czy czego tam jeszcze by chcieli. Nie. Nie ma wykorzystywania, brania i czerpania ze mnie, zmęczyłam się i muszę dać sobie trochę. Sorry people.

Praca była spoko w tym roku. Nawet ogarnęłam większość zleceń bez poprawek czy opóźnień. No ale i smaczki się trafiły. Najczęściej przy współpracy z różnego rodzaju markami. Ilość głupich wskazówek, wyimaginowanych problemów, takich, które rozwiązałaby jedna rozmowa. Przerosło to moje wyobrażenia i sprawiło, że przez moment zaczęłam wątpić w swoje umiejętności. Przetrwałam i dzięki temu, w 2020 roku podzielę się z Wami moimi doświadczeniami i na pewno będziecie wiedzieli jak mądrze współpracować i nie tracić nerwów jak ja straciłam wielokrotnie..

#przypadekzdrowissima to coś, co niedawno określiłam a dzieje się u mnie od lat. Milion wydarzeń, zdarzeń i różnego rodzaju wypadków, najczęściej takich pechowych dotyka mnie każdego dnia. Zaprzyjaźniona mi osoba mówi, że u mnie więcej dzieje się w jeden dzień niż u niej w rok. Zdarza się, nie przeczę. Gubię lody na torach tramwajowych pod bramą, tłuczę kolana na prostej drodze czy kot rozdrapuje nie to co trzeba. I to wszystko w jednym dniu, bo w tygodniu to już pół książki. Jeśli w grupie znajduje się 50 osób i leci cegła, to na pewno ja nią oberwę. Takie życie. A ta cegła to jego podsumowanie.

I będę Wam robić cotygodniowe podsumowania oznaczone tym hasztagiem, chociaż się pośmiejecie 🙂

Za mój wielki sukces uważam pobyt w psychiatryku. Nie dość, że wyszłam z niego w świetnym stanie psychicznym i z minimalnymi lękami. To jeszcze poznałam wiele ciekawych i wartościowych osób noi mam materiał do pisania na długie miesiące. A po tym, jak dobrze Wam się czyta ten tekst o depresji, wiem, że się spodoba.

Pobyt w tym szpitalu pokazał mi jaka jestem ważna, jak powinnam siebie traktować i jak dbać o swoje zdrowie i potrzeby. Nie o czyjeś. Nie o kogoś. O siebie. To w takim miejscu najlepiej się siebie samego odnajduje i rozumie. I sama sobie dziękuję, że tam poszłam. I na pewno kiedyś zdradzę Wam jak zostałam tam nazwana :))

Medalu żony roku też nie dostanę. Zrobiłam coś strasznego, przez co moje małżeństwo zawisło na włosku i nadal ciężko pracujemy oboje, by wszystko szło jak najlepiej, bo póki co to małymi krokami do przodu. Naprawdę, gdyby ktoś obcy mi powiedział to, co ja zrobiłam, to dziwiłabym się, że małżeństwo wciąż trwa. Jakże łatwo nam wszystko oceniać. Dla jasności, nie zdradziłam męża.

Mimo tego, co zrobiłam to jest nadzieja, że odbudujemy powoli nasz związek, będziemy mogli spokojnie żyć. Widać to w naszych chęciach i działaniach. No ale medal mi przepadł, podejrzewam, że na kilka lat do przodu.

Nowy Rok Nowa Ja, największa bzdura na świecie, nadciąga. Setki wpisów na blogach, na instagramie. Postanowienia noworoczne i inne takie. Ja chcę tylko wytrwać. Bo po co Nowa Ja? Jestem świetna jaka jestem, przypałowa, nieogarnięta chwilami, zagubiona czy pewna siebie, takie podsumowanie. Nowy rok to tylko zmiana daty, nie ma co panikować. A to, że kolejny rok minął? Trochę pracowałam na to, że był jaki był.

A był to naprawdę chujowy rok. Z plusami ale jednak. Chciałabym aby 2020 taki nie był, ale jedyne co mi pozostaje to wierzyć, że nie będzie gorszy.

I tego Wam życzę, normalnego, fajnego i stabilnego roku 2020. Abyście pracowali na swoje marzenia, spełniali je i realizowali plany. Aby ten rok był.

Agnieszka

3 komentarze
  • Sylwia
    Utworzony o 19:35, 26 grudnia Odpowiedz

    To ja jestem tą co przez rok ma mniej przygód! To ja!

  • Monika Kilijańska
    Utworzony o 17:31, 27 grudnia Odpowiedz

    Ja od kilku lat mam podsumowanie roku i robię je w Sylwestra, sama dla siebie. I też nie był to mój najlepszy rok.

  • I am Emilia
    Utworzony o 19:54, 27 grudnia Odpowiedz

    Jakoś w to nie mogę uwierzyć , że to już koniec roku i za kilka dni będziemy witać nowy .

Napisz Komentarz