GDZIE MOJA PEWNOŚĆ SIEBIE?

GDZIE MOJA PEWNOŚĆ SIEBIE?

Idąc do szpitala w październiku 2019 roku byłam przekonana, że wyjdę z niego zdrowsza. Tyle mi miało wystarczyć. Zero mocnych leków, zero złego samopoczucia.

Oh jaka ja byłam naiwna.

Wyszłam ze szpitala w listopadzie i od tego czasu najbardziej ucierpiała na tym moja pewność siebie.

O ile sam okres hospitalizacji był dość spokojny. to po powrocie do domu zaczęłam zauważać zmiany.

Niemal pominę tę pierwszą, która dość szybko zniknęła – czułam się obco w moim małżeństwie. Nie potrafiłam się porozumieć z mężem a i on traktował mnie z podejrzanym dystansem. W końcu dwa miesiące przerwy od wspólnego życia swoje robią. Obchodziliśmy się dookoła jak dwa psiaki, które dopiero się zapoznają. A ile było mocnych tarć. Naprawdę to był ciężki okres.

Nie przesadzę kiedy przyznam, że otarło się o wypełnienie pozwu rozwodowego.

Gdzieś pomiędzy dochodzeniem do siebie w małżeństwie i życiem rodzinnym, odkryłam że moja pewność siebie gdzieś uleciała.

Wiesz, ja przestałam być sobą. I pobyt w szpitalu pokazał mi, że nie jestem tak odważna jak mi się wydawało. Straciłam siebie na amen. Minęło sześć miesięcy i ja nadal się nie pozbierałam, więc wiem, że zaczyna to być na stałe.

Nie umiem zaplanować swojej przyszłości i krzyknąć w duchu – tak będzie!

Leżę sobie w łóżku i myślę, czy wstać i zjeść śniadanie czy może jednak odpuścić.

Nie umiem zrobić tego wszystkiego o czym marzę – a mam marzenia!

Po prostu o nich myślę, tylko to.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że stałam się wspomagaczem. Pomagam każdemu kto zapyta, poprosi. Udzielam rad, tworzę szkolenia, instruktaże i konkretne plany krok po kroku. I widzę jak te osoby osiągają sukces i po cichutku zazdroszczę, bo sama bym chciała. A nie umiem się zebrać i zrobić tego, czego uczę innych.

Nie potrafię pokłócić się z mężem i postawić na swoim.

Mam miliony wątpliwości.

Czuję niepewność.

Czuję strach.

Nie umiem taka być. Po prostu nie potrafię i postanowiłam popracować nad tym, by chociaż w części wrócić do swojego dawnego Ja. Niewiele rzeczy tak bardzo w sobie lubiłam jak tą pewność siebie.

Przestaję być tą wspieraczką, która każdemu daje a jak czegoś potrzebuje, dostaje kopa. Nawet nie wiesz ile razy od listopada poczułam się zawiedziona. Ile razy czekałam na wsparcie albo pomoc “przyjaciół” i wierzyłam, że przecież skoro ja zawsze jestem, to ktoś dla mnie też będzie.

Ile razy się pomyliłam? Tyle samo.

Teraz mówię dość! Zaczynam nowy projekt, startuję z marzeniami i dbam o siebie. O swój tyłek i tylko to jest ważne w tym momencie. Bo po co dawać innym a odbierać sobie?

Jestem tak samo ważna.

Jestem najważniejsza.

Działam!

Agnieszka

Brak Komentarzy

Napisz Komentarz