Ten z przyjaźnią

Przyjaciela fajnie mieć, każdy to wie. I nie mówię tu o przyjacielu „z internetu” poznanym tydzień temu. Mówię o prawdziwej przyjaźni rodem z „Przyjaciół” czy na wzór przyjaciółek z „Seksu w Wielkim Mieście”

Jeśli mam być szczera, zawsze marzyłam o takiej paczce jaką miała Monika czy Carrie. Chciałam spędzać czas na rozważaniach o życiu, jedzeniu wspólnych śniadań i spotykaniu się na kolejnych ślubach czy innych rodzinnych uroczystościach. Jednak kurde nie wyszło tak jak chciałam…

Poznałam w moim życiu wiele osób, z natury jestem towarzyska, to wiadomo, że łatwo mi nawiązać kontakt. Musicie jednak wiedzieć, że prawdziwych przyjaciół mogę policzyć na palcach jednej ręki. I wystarczy. Dokładnie tyle ile mi trzeba tyle mam i takie przyjaźnie są wartościowe jak nic w naszym życiu.

Co z tego, że przyjaciółka jedna mieszka daleko w innym kraju, odległość nic nie zmienia, jedynie częstotliwość spotkań jest różna. W dzisiejszych czasach nie ma problemu z kontaktem, są maile, czaty, telefony czy komunikatory wszelkiej maści i one pozwalają nam zbliżyć się do tych najbliższych.

Potrafimy spędzić godziny na rozmowie pisanej, wiemy co u nas, pocieszamy się w złych chwilach i rozmawiamy o tym gdy jest dobrze. Planów na przyszłość jest mnóstwo, wspomnień póki co więcej, bo ponad dwudziestoletnia przyjaźń daje niesamowite ilości wspomnień i mimo że one się zacierają to wracają. Taka przyjaźń gdy łączy wspólna przeszłość, dobre i złe chwile, setki wspomnień i kurde, pierwszy ślub przyjaciółki, dziesięć lat temu gdy jeszcze nie wiedziałam jak potoczą się nasze losy, to skarb.

 

Mam też przyjaciółkę od urodzenia, poznałyśmy się w pieluchach i od tamtego czasu jesteśmy siostrami. Mieszkanie w jednej kamienicy, jedna klasa w podstawówce, to też swoje robi. Pamiętam w czwartej czy piątej klasie nasz spacer do sklepu i takie ciche słowa „ale to już przyjaciółki forever” i złączenie małych palców. To świetne wspomnienia.

Nasze drogi rozchodziły się i schodziły, każda w innej szkole po podstawówce i z innymi planami na życie. Oczywiście wszystko zweryfikował czas, ale te lepsze i te gorsze chwile zawsze przeżywałyśmy razem. Bo kto ma być przy Tobie jak nie najlepszy przyjaciel?

To ona długo była mi bliższa niż siostra, to ona przez długie lata spędzała ze mną co roku drugi dzień świąt już w dorosłym życiu, to ja byłam powiernikiem jej największych sekretów a ona moim. I chociaż nie widujemy się tak często, każda zajęta swoim życiem i pracą, każda nasza rozmowa jest dokładnie taka, jakbyśmy rozmawiały wczoraj. To siostra z wyboru i na całe życie, mam nadzieję, że już na zawsze pozostanie.

 

Moje trzecia największa przyjaźń, zupełnie niechronologicznie je opisuję, zaczęła się w zerówce gdy okazało się, że rodzice moi i jednej z dziewczynek się znają. Oni się przyjaźnili i spotykali a my spędzałyśmy czas razem. I szczerze mówiąc, to wcale jej nie lubiłam. A do tego, pewnego dnia wróciła do grupy po dłuższej przerwie i pokazując czerwoną plamkę na brzuchu oznajmiła z dumą „Nie było mnie w przedszkolu bo miałam ospę, patrz” Popatrzyłam, a dwa dni później leżałam z ospą w pokoju z bratem. I gdyby nie jej cudowne dziecięce przeprosiny pewnie bym jej dalej nie lubiła, a tak do dzisiaj się przyjaźnimy i mamy do siebie wiele miłości.

 

Są też przyjaciółki fałszywki, takich jest najwięcej. Jestem szczera, dla mnie prawdziwa przyjaźń przychodzi z wiekiem, długością trwania, ilością wiedzy i innymi, przyjaźń to coś na czym możesz polegać od zawsze i na zawsze. Niektórzy na znajomych poznanych w pracy czy szkole od razu mówią „to mój przyjaciel” a życie pokazuje, że miesiąc później przyjaciel ma nowego przyjaciela.

Warto inwestować w znajomości, inwestować siebie w ludzi bo może to przynieść cudowne rezultaty w postaci przyjaźni. Nie warto jednak oddawać siebie komuś, kto nas nie docenia.

Moje fałszywki? Kilka przykładów Wam podam, nie może się obyć bez nich przecież.

Znajomość nawiązana przy okazji wspólnej pracy, oh jeja, jak cudownie, chodzimy razem na koncerty, spacery, widujemy się w pracy i po pracy. Gdy obie się przeprowadzamy ustalamy dzień spotkań każdego miesiąca i tak trwa to sobie dwa lata z małym haczykiem. Gdy jest problem – nie mam czasu za bardzo; gdy jest radość – no dobra, fajnie, ale wiesz co muszę lecieć; zawsze coś ważniejszego, pilniejszego, poza tym jednym dniem, który stał się adoracją i celebrowaniem wspaniałości. Po naprawdę wielu latach się okazało, jak złym pomysłem była inwestycja czasu w tą znajomość – nie przyjaźń.

Innym przykładem fałszywki, jest dawno nawiązana znajomość internetowa. Te same zainteresowania, podobny wiek, takie samo poczucie humoru, no idealnie! I ta znajomość trwała sobie, odwiedzałyśmy się dość często, wisiałyśmy godzinami na telefonie a komunikatory internetowe płonęły podczas wymiany naszych zdań. I nagle bum, cisza. Nawet nie zmniejszenie kontaktów, ograniczenie ich, po prostu cisza. I zero słowa wyjaśnienia. Na pewno nie zmarnowane kilka lat, ale poszło w niepamięć i szkoda bo zapowiadała się cudowna przyjaźń.

 

Najważniejsza przyjaźń jaką mam jest cenna i dbam o nią jak mogę. Zbyt wiele ludzi odeszło, zawiodło i Ci, na których mi zależy o tym wiedzą, staram się nie stracić nikogo więcej i oby mi się to udało. Bo życie bez przyjaciół jest do bani i wie o tym każdy, kto takich prawdziwych przyjaciół już ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *