Mój wspaniały lekarz od dawna namawiał mnie na zrobienie tego badania. A ja usilnie odmawiałam, bojąc się go panicznie. Jednak nadszedł grudzień, nie było już żadnych opcji stymulacji, potrzebowaliśmy wiedzieć więcej, czy ze mną coś jest nie tak. I obiecałam Doktorowi, że w styczniu badanie odbędę.

Coś mi tam jednak stanęło na drodze, odpuściłam na chwilę starania o ciążę na rzecz wyjazdów i relaksu, podświadomie unikając właśnie tego badania. Jednak w marcu spotkałam koleżankę z brzuszkiem i powiedziałam dość tej laby. Szybki sms do lekarza i godzinę później byłam umówiona na badanie (wspominałam o tym tu)

Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ja nic nie wiedziałam o tym, jak to badanie wygląda. Gdzieś w ferworze zapomniałam zapytać mojego Doktorka, a do dnia przed samym badaniem o tym nie myślałam. I w środę trzasnął mnie strach i nerwy. Bo co jeśli coś ze mną jednak jest nie tak, co jeśli to badanie jest bolesne? Miliony pytań i oczywiście doktor Google też nie pomagał. Naczytałam się o tym badaniu na różnych portalach okropnych rzeczy. I uwierzyłam.

W czwartek rano pojechałam do szpitala z nogami jak z waty, na dodatek mój lekarz przeprowadzał operację gdy mnie przyjęto, więc badanie miał poprowadzić zupełnie inny, nieznany mi medyk. I kurde, narobiłam sobie siary. Jak zawsze.

A teraz najważniejsze, badanie drożności jajowodów wykonuje się w szpitalu, pod okiem radiologa i ginekologa. Jest niemal nieinwazyjne i bólu w moim przypadku nie było dużego. Samo badanie trwa 5 sekund a przygotowanie do niego 5 minut. Nie ma się co strachać 😉

Moje badanie wykonywane było w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, nie jestem fanką szpitali, ale to w końcu zalecenie mojego Doktorka i mogę polecić tę placówkę z całego serca.

Samo badanie wygląda następująco: w pierwszej kolejności zastrzyk przeciwbólowy, przejazd na radiologię i zajęcie wygodnej pozycji na stole do RTG, z nogami w łożyskach jak przy fotelu ginekologicznym. Pan profesor, który był ze mną założył wziernik (?) idealnie szybko, poczułam lekkie rozpieranie i ból, który złagodził Radiolog, prowadzący ze mną rozmowę w żartobliwym tonie. Poczułam moment podawania kontrastu, tutaj to rozpierające uczucie było silniejsze i lekarze wyszli, by moje jajniki mogły zapozować w sesji zdjęciowej.

20 sekund później, wciąż zestresowana i czująca się niekomfortowo, oznajmiłam wszystkim w pomieszczeniu, że mój lekarz zginie i na pewno go zabiję, za to, że mnie na takie stresy naraża i już na wózku wróciłam na oddział.

Samo badanie więc, nie jest ani bolesne, ani inwazyjne, po prostu nieprzyjemne i tyle. Jeżeli będziesz musiała wykonać to badanie, nie bój się, nie zaboli. Nie będzie to nawet o wiele gorsze od cytologii, a uczucie rozpierania będzie przez chwilę i zniknie. A wynik jest od razu, dodatkowo, mówi się, że takie podanie kontrastu i “przeczyszczenie” jajowodów, może wspomóc szybsze zapłodnienie. To pocieszająca myśl.

Wyjść ze szpitala mogłam po 30 minutach, zostałam jednak by porozmawiać z lekarzem i usłyszeć jak wyszła sesja jajowodów. Okazuje się, że oba są drożne, pracują i nic tylko zachodzić w ciążę. Łatwo powiedzieć.

Pan Doktor zadecydował, u mnie działa wszystko jak należy, nawet patrząc na wyniki można się upierać, że jestem płodna w 100%. A w ciążę nie zachodzę, bo…

To bo, to oczekiwanie na wyniki badania Nieślubnego, urolog, pełne badania krwi, hormonów, posiewy. Później wizyta u Pani Profesor, guru w leczeniu niepłodności i jej werdykt co do nas. Dopiero wtedy mogę wrócić do swojego lekarza by działać dalej.

I wiesz co, przestałam o tym myśleć. Co będzie to będzie, w końcu przyjdzie ten moment, że oznajmię światu stan błogosławiony i będę się cieszyła jak z wygranej w totka. Poczekam sobie, mam jeszcze chwilę 🙂

Cieszę się, że jesteś tu ze mną, na pewno będziemy miały dużo powodów do radości.

 

Agnieszka

 

 

Agnieszka

Autor

Agnieszka

Pasjonuje mnie życie.