Oj dawno nie pisałam do Ciebie. Nie potrafiłam się zebrać. Miałam gorsze i lepsze momenty, ale głównie te gorsze, jeśli chodzi o moje starania. Odpuściłam na trochę, dałam sobie spokój i stwierdziłam, że skoro tak ma być to dobra, ja sobie będę szczęśliwie żyła z kotem i S do końca swoich dni. 

Zmęczenie wzięło górę, może wiesz jak to jest, non stop myślenie, non stop dbanie i badania. I koniec. Nie staram się. Nie i już.

I miało mi to wyjść na dobre. Już sobie żyłam spokojnie aż zobaczyłam bociana.

Wierzysz w takie “zabobony”? Moja babcia zawsze mówiła, że bocian zwiastuje ciążę, że jak lata nad domem to już w ogóle dziecko się pojawi i tak gdzieś w tej mojej spragnionej dziecka główce pojawił się mały płomyk nadziei, że może i do mnie ten bocian leci. Głupiutkie i naiwne, co poradzę. Każdy w coś wierzy, można i w bociany.

A że byłam sobie w połowie cyklu, to wiadomo łudziłam się jak każda starająca się o potomstwo kobieta. I liczyłam dni spóźnienia, bo okres jak to okres postanowił się przestawić. Niestety nadszedł ten okrutny dzień.

I wyobraź sobie, że po raz pierwszy nie popłakałam się widząc że już jest, od miesięcy zawsze czułam smutek i zniechęcenie, a teraz nie, teraz nie poczułam wielkiego smutku, ot taki smuteczek. Bo może to dziwne, ale mimo, że wierzę w tego bociana krążącego nad domem, to troszkę się pogodziłam ze swoją bezdzietnością.

Jestem mamą wszystkich dzieci, mam swoją siostrę, mam drugą, mam córki i synów przyjaciół dla których jestem najlepszą ciocią, jeszcze może się pojawi ten moment, kiedy powiem tak, jestem mamą! Ale teraz wybacz mi, odpuściłam na chwilę. Poczekam spokojnie aż ten bocian do mnie doleci.

 

Agnieszka

 

Agnieszka

Autor

Agnieszka

Pasjonuje mnie życie.