Koniec snu zimowego, czas ruszyć dupę z domu

Koniec snu zimowego, czas ruszyć dupę z domu

Ten tytuł dokładnie oddaje moje myślenie w ostatnich dniach. Nie ukrywam, dom to mój azyl, moje szczęśliwe miejsce i uwielbiam w nim przebywać. Tu mam całe centrum dowodzenia światem, dostęp do internetu, biblioteczki i prądu, gdy bateria zapiszczy. Tu lubię leżeć sobie do południa w weekend i oglądać głupawe seriale na Netflixie. No wiesz o co chodzi, też tak miewasz prawda?

Tylko ja zauważyłam, że ja z tego domu wychodzę do sklepu/na targ/do kina/teatru i na pociąg by gdzieś odjechać, niemal zawsze z Nieślubnym. Mój dzień kręci się dookoła obowiązków domowych i pracy w domu, że zapraszam znajomych do siebie zamiast gdziekolwiek wyjść a klientów “załatwiam” mailowo i telefonicznie, odcinając się od spotkań niemal całkowicie.

I nie, nigdy nie byłam ani introwertyczką ani aspołeczna, chyba potrzebowałam po prostu odsunąć się od świata na jakiś czas. Zamknęłam się w bezpiecznych czterech ścianach, z kotem i Nieślubnym by celebrować swoje przyjemności. A może zapadłam w sen zimowy?

Co złego stało się podczas mojego odosobnienia? A dużo się stało. Na przykład 10 kilogramów na plusie, to chyba największa tragedia, ale też nie przeczytałam tylu książek ile planowałam, nie nauczyłam się gotować nowych potraw i kurczę, uważam że nawet Nieślubnego trochę zaniedbałam. Nie mówiąc już o sobie bo aby zobaczyć mnie z makijażem w ostatnich miesiącach, trzeba było wypatrywać pod teatrem albo coś…

No dobra, przyszła wiosna a ja jakby obudzona z zimowego snu zapragnęłam zieleni, powietrza, ruchu, słońca i nie siedzenia w domu. Ruszyłam tyłek i wyjechałam na rowerze na przejażdżkę, później drugą i kolejną, do sklepu maszerujemy spacerkiem i nie lecimy od punktu a do b, tylko cieszymy się kilkoma minutami na świeżym powietrzu. Wróciliśmy na działkę, w końcu jest sezon, trzeba ją ogarnąć, zacząć odświeżać, planować remont i stawianie nowego domku. Będę sadziła kwiaty i pilnowała ptasich gniazdek, jak to nie jest raj, to ja nie wiem co jest.

Już zeszło ze mnie kilka tych zimowych kilogramów, moja skóra promienieje a ja mam ochotę malować rzęsy przed wyjściem z domu. Zrzuciłam na dno szafy zimową kurtkę i wywaliłam do kosza znoszone trapery zimowe, już się nie przydadzą. Zaczęłam czytać książki regularnie, bo paradoksalnie, im więcej zajęć tym więcej czasu na odpoczynek i relaks. I spędzam wolne chwile z Nieślubnym, wiesz, poza miłością jest w naszym związku sympatia, a zapadając w sen zimowy gdzieś zapomniałam o tym, jak bardzo lubię spędzać z nim czas i jak fajnie potrafimy się razem bawić.

Jedyne czego nie zmienię, to sposobu pracy. Polubiłam się już ze zdalną pracą i z dostępem moich klientów do mnie tylko poprzez mail czy telefon i naprawdę jest mi z tym wspaniale. Zorganizowałam sobie ten czas pracy i umiem odpowiednio się rozplanować, aby mój tydzień pracy znów był idealny jak kiedyś.

A co do gotowania. Nieślubny oznajmił, że nie korzystamy już z restauracji gdy nam się nie chce, ale wybieramy książkę z biblioteczki i losujemy ciekawy przepis, ten przepis wykonujemy w kolejnym tygodniu razem. Wspólne gotowanie to kolejna czynność, którą okazało się, lubimy robić razem. Podczas gdy ja piszę te słowa, on właśnie wybiera przepis na kolejny tydzień z książki “What Katie Ate” i to jest super.

Wiosna przyszła i wreszcie żyję. Nie pozwolę, aby mnie dopadł sen zimowy w kolejnym sezonie. Nie ma mowy!

I teraz już tylko więcej roweru, więcej zieleni, więcej wspólnego czasu i życia. Tak jak należy.

 

 

Agnieszka

2 Odpowiedzi do “Koniec snu zimowego, czas ruszyć dupę z domu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *