Cudowny, biały urlop. Święta znaczy ;)

Cudowny, biały urlop. Święta znaczy ;)

Wiecie już, że spędziłam Święta Bożego Narodzenia w Zakopanem, w zimowej stolicy Polski i do tego w białej, pokrytej śniegiem stolicy. Na Instagramie czy Facebooku raczyłam Was zdjęciami i krótkimi relacjami, a dzisiaj mam dla Was obszerniejszą relację. Taką ode mnie, właściwie od nas 🙂

Spędziliśmy w Zakopanem 4 i pół dnia, niewiele i bardzo dużo, zależy jak kto spojrzy. Nam wystarczyło, my lubimy takie wyprawy na chwilę. Zakopane zawsze kusi nas dobrymi hotelami, bliskością przystanków różnego rodzaju busów, które dowożą nas w dowolnie wybrane przez nas miejsce a także restauracjami, które serwują lokalną kuchnię regionalną. Staramy się jednak unikać stołowania się na Krupówkach, mimo, że jako miejsce spacerowe są świetne, to żywieniowo mamy dużo złych doświadczeń.

Pierwszego dnia po przyjeździe nie robiliśmy nic poza spacerem po Krupówkach właśnie, napiciem się grzańca i zjedzeniem pierogów w naszej ulubionej Watrze. Ten lokal niezmiennie pozostaje dla nas tak samo dobry (chociaż z obsługą jest już nieco gorzej) Poza grzanym piwem, uraczyłam się pierogami z jagodami i moskolem z masłem czosnkowym, Nieślubny skonsumował pierogi tradycyjnie z kapustą i grzybami, niemniej, jak na rozpoczęcie pobytu w śnieżnym mieście idealnie.

 

Musicie wiedzieć, że pierogi to ja kocham nad życie. I co, że nie mogę glutenu, że laktoza, że pszenica jest be i wszystkie inne złe rzeczy. Kocham pierogi! 🙂

 

Kolejny dzień, wciąż śnieżny postanowiliśmy wybrać się w góry. Padło na Halę Gąsiennicową z zamiarem dojścia do Czarnego Stawu, ale około godziny 13 już pogoda zaczynała troszkę wariować i nie chcieliśmy ryzykować utknięcia daleko od zejścia. Jednak spacer z Kuźnic na Hale był jednym z lepszych podczas tego wyjazdu. Nie ma co, śnieg, cisza i spokój pozwalają na wypoczynek.

 

Ostatnio bardziej niż robieniem zdjęć zajmujemy się byciem w danym miejscu. To pozawala nam nieco bardziej skupić się na otaczających nas widokach.

W Wigilię odbyliśmy spacery miastowe, trochę zakupów straganowych by przywieźć zaprzyjaźnionym dzieciom małe podarki. Wiecie, skarpety, śliwowica, sery i drewniane kredki, ehhh, co dla dzieci to dla dzieci ;))

Hotel, w którym mieszkaliśmy zaserwował kolację Wigilijną nie z tej ziemi, mnóstwo potraw na ciepło, ogrom zimnych przystawek i dodatków, klimatycznie urządzony pokój jadalny. Idealnie. Jeżeli zdarzy mi się jeszcze podobny wyjazd, na pewno skorzystam z opcji pakietowych tego hotelu, jednak co wiem na 100%, jako osoba niejadająca mięsa obiady będę jadła w znanych mi lokalach. Szczerze mówiąc, jeść pstrąga czy rybę po grecku przez 4 dni to się nudzi, dlatego o ile śniadania były pyszne, na obiad nie bardzo miałam wybór.

Dni świąteczne spędziliśmy na spacerach, jeden to do Doliny Chochołowskiej, przecudowne widoki, słońce i ciepło. Minusem oczywiście brak śniegu, który magicznie stopniał od wigilii i pozostały tylko białe plamy. Na szlaku mnóstwo ludzi, spotkałam nawet Pana, który nie wiedział gdzie jest, dokąd idzie ani co tu robi, a promili miał na pewno kilka i aż się bałam, czy aby gdzieś nie wpadł do potoku. Na szczęście dołączył do rodziny zdaje się, ale jego rozważania bardzo poprawiły mi humor w czasie wędrówki.

Ostatni wysoki punkt naszej wyprawy to ukochany Giewont, wiecie, to jest pierwszy górski szczyt jaki zdobyłam i jednocześnie, Nieślubny również będąc po raz pierwszy w górach ze mną (w ogóle) zdobył Giewont jako pierwszy.

Nie jesteśmy samobójcami, nie weszliśmy na sam szczyt bo nasze nieprzygotowanie jest wręcz żenujące i nie mieliśmy ze sobą porządnych raków by po lodzie spokojnie wchodzić wyżej. Widoki na Kalatówkach, Hali Kondratowej czy wyżej i wyżej zrekompensowały nam wszystko, zwłaszcza naszą chwilową głupotę bo inaczej tego nazwać nie można.

 

Nasz urlopik Świąteczny upłynął bardzo szybko, nawet nie wiadomo kiedy. Było zimno, ciepło, śnieżnie i deszczowo, każde z nasz przemaszerowało ponad 100 km podczas tych kilku dni, objedliśmy się cudownymi daniami, nie tyjąc nawet jednego kilogram co jest bardzo ważne. Przed nami wyjazd w styczniu, zamierzamy spędzić urodziny i imieniny w Trójmieście, co na pewno jeszcze Wam napiszę, bo to dość ciekawa inicjatywa.

 

Tymczasem, jedziemy już do Łodzi. Stęsknieni za kotką naszą, za domem i już tęsknimy za górami.

 

Agnieszka

14 Odpowiedzi do “Cudowny, biały urlop. Święta znaczy ;)”

  1. Świetnie spędzony swiateczny czas 🙂
    Jeszcze kilka lat temu bardzo lubiłam Zakopane, ale przyznam, że ilość turystów jaka ostatnio tam przyjeżdża bardzo mnie zniechęciła. Wole jednak puste beskidy czy bieszczady, gdzie często nikogo nie spotykam na całym szlaku. choc widoki w okolicach Zakopanego piękniejsze

    1. Ja Zakopane traktuję w sezonie jako bazę wypadową na szlaki, ale samo miasto też wciąż lubię. Może to kwestia tego, że zawsze celuję w te mniej uczęszczane okresy 😉

  2. Bardzo ciekawie to opisałaś. Zakopane znam i tez je lubię z podobnych powodów,jak Wy. Choć ostatnio naraziło mi się tym, ze jest tam zawsze przeludnienie. Turyści po prostu je rozdeptują. Szkoda, ze tego typu miejsc kultowych z tyloma atrakcjami jest u nas mało i wszyscy pchają się tam na raz 😉

    1. Mimo wszystko to jest moje miejsce na ziemi, jeszcze tylko jedno miasto kocham tak bardzo poza swoim rodzinnym, Gdańsk i niebawem też napiszę kilka słów z tego miejsca. Jednak racja jest racja, dużo turystów i dużo rozdeptanych wspaniałych miejsc idzie w zapomnienie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *